6 Kwietnia 2013

Plac Czarnieckiego w XVIII wieku

 

Złota oś -  czyli europejski plac w centrum Tykocina.

 

 

paris_place_royale.jpg

 Plac w Paryżu z XVII wieku

 

 

 IMG_9933__Medium_.JPG

 

 Rynek w Tykocinie z pomnikiem Stefana Czarnieckiego

 

 

Latem o godz.17.00 na rynku w Tykocinie ma miejsce niezwykłe zjawisko. 

 Promienie słońca biegną znad zachodniej pierzei placu obok hetmańskiej buławy i pomiędzy popiersiami ewangelistów,  św. Markiem i św. Łukaszem w bramie kościoła, pomiędzy ażurowymi skrzydłami bramy zwieńczonej krzyżem i rozświetlają ołtarz z obrazem Trójcy św. pędzla Szymona Czechowicza i złote tabernakulum pośrodku ołtarza.

 

Ten jakże  teatralny efekt został przewidziany 250 lat temu, podczas projektowania nowego rynku. Promienie słoneczne  biegną dokładnie po osi architektonicznej placu, zaprojektowanego w połowie XVIII w. w myśl założeń sztuki baroku z inicjatywy właściciela Tykocina, Jana Klemensa Branickiego, hetmana wielkiego koronnego, wykształconego we Francji w sztuce wojennej i w sztukach pięknych, miłośnika i znawcę architektury. Hetman miał okazję oglądać we Francji wiele ówcześnie wykonanych miejskich placów. Centrum Tykocina nawiązuje do europejskich wzorów.

 

Główny rynek tykociński nie przedstawiał się na początku XVIII w. imponująco.

W roku 1741 zgorzał doszczętnie tykociński kościół wzniesiony w 1437 roku, którego ruina straszyła niedaleko alumnatu, na ulicy Poświętnej.

 Stare domy ustawione były szczytowo, a na błotnistym palcu chodziła wolno trzoda chlewna i  domowe ptactwo.

Projekt sporządzony na zlecenie hetmana przez jego nadwornego architekta, Jana Henryka Klemma przewidywał gruntowną  zmianę usytuowania domów  mieszkalnych oraz  zbudowanie nowego kościoła na szerokość wschodniej pierzei o elewacji pałacowej, zwróconej trójskrzydłowo w kierunku rynku. Cały plac miał być doskonale symetryczny. Po obu stronach wysuniętych wież symetrię podkreślały dwa murowane obiekty – po lewej alumnat z 1637 roku i  po prawej nowy przytułek dla ubogich.

Wzorowana na królewskich placach miast francuskich wspaniała oś przecinająca plac, posiada swój mocny punkt w postaci bardzo specjalnego obiektu, pomnika Stefana Czarnieckiego. Gdyby nie ten znakomity pomnik,  może powstałaby tu fontanna albo grupka faunów? Kto z odwiedzających dziś rynek wie, że  przypomina on plac miejski w Nancy,  wybudowany  przez Stanisława Leszczyńskiego tym samym czasie.

 place_royale_1760__Medium_.jpg

    

 gouaches_1__Medium_.jpg

 

 Plac w Nancy wybudowany przez Stanisława Leszczyńskiego w 1760 roku.

 

Obiekty architektury zostały zaprojektowane jako dekoracje teatralnej sceny, na której toczy się życie miasta, przechadzają się pięknie ubrani mieszczanie, a wśród nich  J.O. Xiężna Izabella wraz z małżonkiem w otoczeniu dworu. Życie religijne w owych czasach cechowała rokokowa wspaniałość i przepych, nabożeństwa i procesje posiadały charakter  teatralny i widowiskowy, nie ustępując uroczystościom dworskim. Dla uczczenia Trójcy św. w dniu  kościelnych uroczystości strzelano z armatek. Wspaniałą oprawę plastyczna i dźwiękową posiadały uroczystości pogrzebowe, „pompa funerale”. Tę oprawę zapewniała  uroczystościom  kościelnym i procesjom wychodzącym przez bramę kościoła kompozycja architektoniczna  placu przykościelnego, elewacja z półokrągłymi arkadami i wieżami wysuniętymi i połączonymi dekoracyjnym ogrodzeniem, spiętym bramą z popiersiami czterech ewangelistów.

 

   Wnętrze kościoła, do którego wchodzimy między metalowymi skrzydłami z dekoracyjnymi nitami,   posiada swoją własną wewnętrzną oś symetrii, która stanowi  jednocześnie przedłużenie osi placu. Jest to nawa główna, którą obudowują po bokach niższe nawy z kaplicami świętych, jednak różniące się miedzy sobą. W kościele obowiązywał do niedawna ścisły podział na część kobiecą (lewą) i męska (prawą). Dotyczyło to nie tylko zajmowania ławek podczas nabożeństw, ale przede wszystkim  wyboru świętych czczonych w bocznych ołtarzach,  patronów rodziny Branickich. Po lewej stronie są to święte niewiasty – św. Katarzyna, św. Elżbieta -  a po prawej św. Szczepan (na zasuwie) św. Mikołaj i św. Wincenty. Zgodnie z tą zasadą zostały też umieszczone portrety właścicieli Tykocina - hetmana i jego żony, Izabelli (Elżbiety) z Poniatowskich Branickiej, siostry króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

 

 

Kościół zaprojektowany został jako panteon rodziny hetmana.  Ale także rynek ma przypominać „po wsze czasy” o świetności rodu Branickich. Podkreśla to pomnik pradziada hetmana,  J.O. Stefana Czarnieckiego,  pogromcy Szwedów i obrońcy Rzeczpospolitej. Warto przy tym zauważyć, że dzięki  temu zaciera się granica między przestrzenią kościelną i placem, przestrzeń staje się otwarta, choć zróżnicowana, jak w teatrze.

 Pomnik hetmana Czarnieckiego na „złotej” osi rynku to drugi w Polsce - po warszawskiej kolumnie Zygmunta, świecki pomnik umieszczony w centralnym punkcie przestrzeni miejskiej. Autorem pomnika jest  Pierre de Coudray, francuski rzeźbiarz przebywający na dworze Augusta III w Dreźnie i przyjeżdżający do Polski, by realizować zlecenia króla i magnatów. Jest on także autorem marmurowego popiersia króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.stani_p5.jpg

  Hetman wykupił wiele domów przy rynku i na ich miejscu wzniósł nowe, według zgoła odmiennego porządku. Powstała w ten sposób reprezentacyjna północna strona rynku, zabudowana jednolicie drewnianymi, tynkowanymi na biało dworkami krytymi czerwoną dachówką. Nowe domy ustawione zostały kalenicowo-czyli dłuższym bokiem w kierunku rynku, niekiedy jeden dom wznoszony był na miejscu dawnych dwu, stojących szczytem. Przed domami zaprojektowano ogródki. Dwa domy (austerie) należały

do Branickich, tu wraz z dworem zatrzymywali się właściciele Tykocina , przyjeżdżając ze swej  rezydencji w Białymstoku. Zamek, w którym rezydowali ojciec i dziad hetmana był w tym czasie w stanie ruiny i stanowił jedynie źródło budulca dla nowych tykocińskich budowli.


 

      „Ex  opposito” austerii Branickich po drugiej stronie rynku zakupione zostały od tykocińskich Żydów  Sławatyckiego i Osowieckiego dwa stare  domostwa, które miały być demioliowane, a na ich miejsce miała zostać wzniesiona apteka.

 

       Naprzeciwko kościoła, po  przeciwległej  stronie rynku- na osi -  wznieśli Braniccy  „domostwo pięknie zabudowane” w formie dworku z piętrowym gankiem, widoczne jeszcze na XIX-wiecznym zdjęciu, kończąc porządkowanie wszystkich czterech pierzei placu.

 

      Przy tej wielkiej przebudowie rynku trwającej do śmierci hetmana w 1771 roku niezbędni byli  wykwalifikowani rzemieślnicy sprowadzani z Europy zachodniej. Przybywali też i później, gdy Izabella Branicka budowała klasztor bernardynów. W 1785 wraz grupą „mularzy” przybył z Saksonii dwunastoletni chłopiec, Jan Kiesling, którego potomkowie do dziś mieszkają przy Placu Czarnieckiego 10 w domu biało tynkowanym i krytym czerwoną dachówką, wiernej kopii dawnej austerii. Bo z upływem czasu domy z czasów wielkiej przebudowy rynku rozpadały się lub płonęły w pożarach, jednak P1130203__Medium_.JPGnastępne, stawiane na tych samych piwnicach  powielały formę poprzedniej zabudowy. Do niedawna rząd zorientowanych kalenicowo,  drewnianych domów tworzył jednolitą pierzeję północną. Dziś panuje tu znaczna dowolność w sposobie remontowania i modernizowania, co widać w wyglądzie i kolorystyce. Zdziwienie budzi saiding obecny w strefie ścisłej ochrony konserwatorskiej.

Szkoda, że hetman nie utworzył fundacji , która pokrywałaby koszty napraw i remontów dwieście lat po budowie rynku, który znacznie odbiega dziś od pierwotnego zamysłu Jana Klemensa Branickiego.

 

 

 

 

 

220px_T__nzerpaar_H__chst_1755_T__nzerin.jpgIMG_9020__Medium_.JPG

 

 

                                                                                             Maria Markiewicz

                                                                       Tykocin, 2010