31 Sierpnia 2007

Lata dziewięćdziesiąte

trwe__Medium_.jpg


 
    Epicentrum

 

    Był rok 1992 i słoneczne późne popołudnie, gdy zza rzeki od strony Nieciec nadciągnęła wichura. Na Placu Czarnieckiego, na który szło jedno z jej głównych uderzeń, przewróciły się rosnące tu od 1935 roku drzewa. Domy nie ucierpiały, bo drzewa powalone zostały w kierunku przeciwnym. W domach byli ludzie, kobiety przygotowywały kolację, były dzieci, lecz nikomu nic się nie stało.

    W domu przy Placu Czarnieckiego 10 pomimo słabego dachu, który wówczas był przed remontem i pomimo spróchniałych krokwi, spadło jedynie parę dachówek. Dom był bardzo stary, drewniany. Z Warszawy – gdzie wtedy byłam - wyglądało to bardzo groźnie, wyobrażaliśmy sobie najgorsze, a telefony nie działały. Ktoś z Białegostoku doniósł o przewróconym pomniku Czarnieckiego. Wyobrażaliśmy sobie zerwany dach, przewrócone ściany, ze strachem myśląc o górce, gdzie sypiały dzieci. Lecz wichura przeszła przez strych i przez nieszczelny dach jak woda przez sito. Dużo wody nalało się do sieni środkowej przez cienki sufit. Stary dom obronił mieszkańców. Jak się to stało? Jak zachowywali się ludzie w tym najbardziej chyba krytycznym momencie w historii domu, który znalazł się w centrum kataklizmu? Może Józef, który był wówczas w Tykocinie na wakacjach, zechciałby o tym opowiedzieć.

Maria Markiewicz

 


 

Zdjęcia z archiwum Zygmunta Kościelskiego i zbiorów rodziny Matusiewiczów