16 Kwietnia 2016

Mieszkańcy i lokatorzy Domu

Tykocin po trzecim rozbiorze Polski w 1795 r. znalazł się w granicach Prus.W 1797 roku  do Tykocina przybywa z Saksonii 12 –letni chłopiec, Jan Kiesling (ur. 1785 r.), który w roku 1808 jako „Sławetny Jan Kiesling Młodzian Kunsztu Mularskiego” wstępuje w związek małżeński  ze „Sławetną”  Wilhelminą Katarzyną Groth, córką  stolarza Kristiana Groth. Ci emigranci polonizują się i jako obywatele Tykocina przekazują tutejszej społeczności swoją energię i pracowitość, a fach „mularski”, czyli murarski  przechodzi z rodziców na dzieci.
 
Nie wiadomo, gdzie zamieszkała młoda para. Wiadomo, że ich syn Jan, ożeniony z Marianną z Pilisów  posiada dom przy Nowym Rynku, w centrum katolickim od strony Narwi, na wprost pomnika Czarnieckiego. Budynek jest drewniany, dwuględny, z przejezdną sienią. Od frontu znajduje się ganek i ogródki z drzewami owocowymi. Za domem jest podwórko i ogród warzywny sięgający rzeki. Posesję w tak znacznym miejscu posiadać mogli tylko zamożni i szanowani tykocińscy obywatele, do których Kieslingowie się zaliczali jako mieszczanie- rzemieślnicy. O zacieśniających się z nowym miejscem zamieszkania związkach świadczy zmiana nazwiska w dokumentach na „Kizling”.
maks_kizling__Medium_.jpg
 
Maksymilan Kisling
 
Przychodzi na świat kolejne pokolenie – synowie Maksymilian, Stanisław, Edmund. W 1885 Maksymilian poślubia Konstancję Korżyńską, córkę właściciela młyna wodnego w Kiermusach, Jana Korzyńskiego. To ważna data, bowiem w tym czasie zakupiona zostaje przez Maksymiliana sąsiednia posesja od strony wschodniej z pozostałościami budynku pamiętającego czasy Branickich. Na piwnicach tej budowli zostaje postawiony nowy budynek, tzw. „nowy dom”, bliźniaczo podobny do rodzinnego domu Maksymiliana. Gdy rodzice umierają, stary dom zostaje sprzedany żydowskiemu właścicielowi.
 
Konstancja wnosi do nowej rodziny zamiłowanie do porządku i poświęcenie, to ona dba o rodzinę i liczne dzieci  i w ostateczności zostaje gospodynią na tykocińskich „włościach” i ich właścicielką, gdy mąż decyduje się na wyjazd do Ameryki ( Konstancja jedzie tam i wraca do Tykocina „przez zieloną granicę”) i pozostanie w USA i tam umiera, a za oceanem osiedlają się na stałe również jej dwaj synowie, Ludwik i Antoni. Z rodzinnych Kiermus „babcia Kostusia” wniosła także na Plac Czarnieckiego pamięć o powstaniu styczniowym, o leśnej górze Joca,  gdzie Moskale powiesili trzech przywódców powstania z ich naczelnikiem o nazwisku Joc. Te wszystkie cechy przejęła jej córka Maria (ur. 1903). Jakie względy zadecydowały, że w 1923 roku  wyszła za mąż za  Władysława Maliszewskiego, starszego o 10 lat, syna rolnika i rybaka z tykocińskich Glinek, pochodzącego z wielodzietnej, patriotycznej rodziny.
 
 9_jpg.jpg
Władysław Maliszewski
 
Maria w 1922 roku pracowała w Spółdzielni przy Nowym Rynku, Władysław był mechanikiem w jednym z tutejszych młynów. Miał za sobą kilka lat pracy konspiracyjnej jako komendant Polskiej Organizacji Wojskowej na okręg Tykocin (ps. „Narwiak”) i  czynny udział w odzyskaniu niepodległości, w co zresztą  zaangażowana była cała liczna rodzina Maliszewskich. Siostra Janina malowała i haftowała symbole patriotyczne na obrazach i na kościelnych chorągwiach.  Na Glinkach, w rodzinnej posiadłości Maliszewskich, odbywały się ćwiczenia wojskowe, w stodole przechowywana była broń. Rok przebywał „Narwiak” w niemieckim więzieniu za działalność konspiracyjną.
 
Taniec_kwiat__w_stroje_wykona__a_Jasia_Maliszewska_z_Glinek.JPG
 
"Taniec kwiatów", stroje wykonała Jasia Maliszewska z Glinek
 
Wieczorem 10 listopada ( w tradycji rodzinnej 11 listopada rano) peowiacy zajęli posterunek żandarmerii niemieckiej w Tykocinie, rozbroili Niemców i zawiesili flagę narodową na balkonie Magistratu na Nowym Rynku. Maliszewski przez miesiąc pełnił funkcję komisarza wojskowego w wyzwolonym mieście. Po kampanii kijowskiej i zakończeniu wojny z bolszewikami został funkcjonariuszem Polskiej Policji Państwowej w Łomży.  Kierowała nim miłość „do grodu ojczystego” i „rodzinnej Narwi” , nakaz poświecenia się nie tylko rodzinie, ale też służbie „dla dobra kraju i dla całej ludzkości”- jak pisał do rodziny wiele lat później, w 1951 roku z polskiego hostelu w Anglii, jako były żołnierz 2 Korpusu Polskiego. Trawiony  ogromną tęsknotą do kraju, rodziny i rodzinnego miasta Władysław Maliszewski zmarł na emigracji w 1952 roku. 
 
IMG_0033.jpg
 
Władysław Maliszewski na emigracji w Wielkiej Brytanii
 
Bohaterów  11 listopada  przypomina  pomnik postawiony ich własnymi rękami.  Dla uczczenia I-szej rocznicy odzyskania Niepodległości członkowie POW wznieśli na placyku u zbiegu ulic Białostockiej i Poświętnej pomnik Orła Białego.  Rzeźbę orła  zrywającego okowy wykonał w drewnie Władysław Maliszewski.  W uroczystości odsłonięcia pomnika wzięło udział cale miasto. Ulica Białostocka została przemianowana na ul. 11 Listopada. Pomalowany na zielono postument z Orłem ( jak niektórzy twierdzą) stał jeszcze do II wojny, jest prawdopodobne, iż zniszczyli go Rosjanie po 17 września 1939 roku („za pierwszego sowieta”).
 
Współczesny pomnik Orła Białego został wzniesiony z kamienia i brązu i ustawiony w tym samym miejscu  w latach 1981-83, podczas kolejnego zrywu niepodległościowego, z inicjatywy mieszkańców Tykocina i lokalnej „Solidarności”. Jest to właściwie pomnik dwu niepodległości. „Pod Orłem” odbywają się uroczystości w dniu 3 maja i 11 listopada, na tle pomnika ustawiany jest ołtarzyk na Boże Ciało.
 
Patriotyzm mieszkańców Tykocina łączy się z rokiem 1918, kiedy narodził się „etos” tykocińskiego patrioty-bohatera. Przyczynił się do tego pomnik Orła Białego i Orły wyszywane przez Janinę Maliszewską, noszone na procesjach - za wszystkich kolejnych okupantów i w czasach komunistyczych. Jednak pamięć o dalszych, tragicznych losach bojowników POW  w czasie II wojny światowej, o tykocińskich Akowcach, o żołnierzach 2 Korpusu Polskiego i innych armii jest  w życiu publicznym mało zauważalna.

W chwili zakończenia II wojny światowej długo oczekiwana wolność zjawiła się  z sowieckimi wojskami („za drugiego sowieta”), potem pojawiło się rodzime UB, o złudnym charakterze tej wolności była śmierć głowy rodziny po długiej tułaczce „na obczyźnie”.  Maria Maliszewska i jej dorosłe już dzieci  musiały sprostać nowej rzeczywistości. Pamiętając – trzeba było dalej żyć, pracować, wychowywać nowe pokolenie, zapełnić życie takimi wartościami, które wytrzymałyby napór nowej, „socjalistycznej moralności”. Były to te same wartości, które przyświecały W. Maliszewskiemu – Tykocin jako historyczne gniazdo rodzinne i środowisko przyrodnicze tykocińskiej Narwi. Po śmierci Władysława Maliszewskiego skończyły się w domu wizyty funkcjonariuszy UB, nękanie uczących się dzieci. Wkrótce umiera Stalin.

Alicja Maliszewska, najstarsza córka  Maliszewskich w roku 1947  rozpoczęła pracę w szkole podstawowej w Tykocinie i wkrótce wyszła za mąż za nauczyciela fizyki i matematyki i  muzyka - skrzypka, Czesława Matusiewicza.
 
A_Maliszewska_Cz_Matusiewicz.jpg
Alicja Maliszwska i Czesław Matusiewicz
 
Zdobyła specjalizację w dziedzinie biologii. Pracownia biologiczna znajdowała się w lewym skrzydle (alkierzu)  tykocińskiej szkoły. Okna wychodziły na Narew i jej rozlewiska. Placówka mieściła  się wówczas w zabytkowym budynku dawnej tzw. ekonomii przy ul. 11 Listopada, z widokiem na pusty placyk, gdzie znajdował się niegdyś pomnik Orła Białego. Przez całe zawodowe życie Alicji Matusiewicz o tych kartach historii polski i historii Tykocina nie wolno było nawet wspominać, a nazwa ulicy –symbolu była ignorowana.
 
23_jpg.jpg
 
Dla Alicji Matusiewicz jako pedagoga najważniejsze było przekazanie uczniom poczucia wartości każdego zjawiska otaczającej ich przyrody-  drzewa, ptaka, dzikiego czy domowego zwierzęcia. Przez wiele lat pełniła funkcję prezesa gminnego Koła Ligi Ochrony Przyrody, które idee ochrony środowiska naturalnego bardzo aktywnie i skutecznie propagowało w urzędach i zakładach pracy, wśród mieszkańców Tykocina i okolicznych wiosek i zjednało sobie wielu członków. Alicja Matusiewicz zwracała uwagę na bezprawne wycinki drzew, interweniowała, gdy rozpoczynało się wypalanie wiosną trzcin, kiedy to ginęły całe młode pokolenia ptaków, walczyła o humanitarne traktowanie zwierząt w wiejskich gospodarstwach i opiekę nad bezdomnymi.
 
W latach 60-tych zjawił się w Tykocine Włodzimierz Puchalski, którego książka „Bezkrwawe łowy” była „zaczytywana” na lekcjach biologii. Puchalski osiadł w pobliskiej wsi Morusy, gdzie jako „bazę” zakupił 200 – letnią drewniana chatę. Rozpoczął się 30-letni okres przyjaźni i współpracy. Alicja Matusiewicz zyskała znakomitego sprzymierzeńca w sprawach ochrony tykocińskiej przyrody.
 
W latach 70-tych XX w. na tykocińską Narew padło widmo zagłady w postaci programu przekształcenia środowiska wodno-błotnego Narwi w fabrykę  paszy dla tysięcy sztuk bydła. Obszar starorzeczy i sitowisk miał zostać osuszony, a kręta i wielokorytowa Narew, jedna z niewielu w Europie i na świecie, miała popłynąć teraz jednym i prostym korytem. Alicja Matusiewicz jak prezes LOP wraz z W. Puchalskim i innymi działaczami  wielokrotnie występowała przeciwko temu planowi. Przekonywała dziennikarzy prasy i radia, by zajęli się tym tematem, powstawały audycje radiowe z udziałem Włodzimierza Puchalskiego. Sprawa Narwi została nagłośniona, nie powstrzymało to jednak zagłady niepowtarzalnego środowiska przyrodniczego rozciągającego się pomiędzy Tykocinem a Morusami. Melioracja Narwi została powstrzymana powyżej Tykocina, a na ocalonym, choć odmiennym przyrodniczo obszarze dzięki wystąpieniom Włodzimierza Puchalskiego, naukowcom – przyrodnikom i lokalnym działaczom, takim jak Alicja Matusiewicz, po wielu latach w 1996 utworzono Narwiański Park Narodowy, a w 1993  Biebrzański Park Narodowy. Po śmierci Włodziemierza Puchalskiego (1979) przez wiele lat A. i Cz. Matusiewiczowie z upoważnienia żony przyrodnika opiekowali się „chatą” w Morusach pozostawioną w niezmienionym stanie i wypełnioną pamiątkami po wielkim fotografiku oraz udostępniali ją zwiedzającym. Alicja Matusiewicz umieściła tam księgę pamiątkową, zapełniającą się wpisami licznie odwiedzających to miejsce wycieczek szkolnych, miłośników przyrody i turystów. Dzięki niej wiedza o  Włodzimierzu Puchalskim i jego dorobku, ale także i o Narwi docierała do szkół w całej Polsce, wiele z nich obrało go za swego patrona, tak jak Zespół Szkół im. W.Puchalskiego w Radulach w gminie Tykocin, wsi położonej na terenie  NPN.
 
Za  działalność na rzecz zachowania Narwi i propagowanie pamięci o W.Puchalskim, jako rzeczniczce tykocińskiego środowiska naturalnego Biuro Porozumienia Zielone Płuca Polski przyznało w 2000 roku Alicji Matusiewicz nagrodę Złotego Liścia.
 
W latach 50-tych i 60 –tych XX w. Czesław Matusiewicz zgromadził kilkadziesiąt obrazów Zygmuta Bujnowskiego-„Zycha” (1895-1927), wybitego malarza - legionisty, który mieszkał i tworzył w Tykocinie. Student Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu i w Kijowie, uczeń Aleksandra Krzyżanowskiego i  Ferdynanada Ruszczyca, czuł „ducha” tykocińskiego krajobrazu malowanego o różnych porach roku i porach dnia. Jego prace oddają wszelkie odcienie nastrojów pomiędzy nostalgia i grozą emanującą z pejzażu nadnarwiańskich łąk i pól, fascynują niespokojnym niebem.  Pomimo iż Bujnowski przed wojną wystawiał swe prace w warszawskiej „Zachęcie”, po wojnie został całkowicie zapomniany, a jego obrazy rozproszone ( z wyjątkiem prac będących własnością rodziny i Muzeum Podlaskiego w Białymstoku).
 
Czesław Matusiewicz podjął wysiłek odszukania (w domach , stodołach i kurnikach) zapomnianych i porzuconych prac, które pieczołowicie odczyszczone i zabezpieczone  przez p. Alicję zostały oprawione i wkrótce zapełniły ściany w mieszkaniu Matusiewiczów przy Placu Czarnieckiego. Po raz pierwszy cała kolekcja została pokazana na wystawie zorganizowanej w holu tykocińskiej Szkoły Podstawowej.
 
Matusiewicz zainteresował swoimi zbiorami Muzeum Podlaskie w Białymstoku, które odkupiło – po cenie nabycia-tę bezcenną kolekcje dzieł Zycha Bujnowskiego. W roku 1976- po oddaniu do użytku nowo wyremontowanej Synagogi i Domu Talmudycznego jako Oddziału Muzeum Podlaskiego, kolekcja obrazów Zycha została tam umieszczona na stałe.
 Ta wielka indywidualna praca dokonana została z wielką determinacją i bez niczyjego wsparcia. Dopełnieniem celu, jakim było dla Matusiewiczów ocalenie dzieła i pamięci o malarzu ziemi tykocińskiej, było wystaranie się z budżetu państwa o środki na skromną płytę na grobie malarza, znajdującym się na tutejszym cmentarzu parafialnym.
 
Czesław Matusiewicz z wielka rezerwą i wręcz niechęcią odniósł się w latach 70-tych do propozycji umieszczenia jego nazwiska w informacyjnych materiałach poświęconych genezie galerii. Niestety, dziś tego rezultatem jest całkowite zapomnienie o tej wielkiej indywidualnej akcji, której efektem jest dziś „Galeria malarstwa Zycha Bujnowskiego” w tykocińskim Muzeum.
 
W latach 70-tyc i 80-tych Czesław Matusiewicz zaangażował się w kilkuletnią indywidualną akcję ratowania zabytków po Zygmuncie Glogerze, niszczejących w jego dawnej posiadłości w Jeżewie pod Tykocinem.
 
W latach 80-tych znajdował się tam jeszcze słynny murowany lamus, miejsce gromadzenia bezcennych zbiorów archeologicznych i historycznych, na którym Gloger umieścił płaskorzeźby w postaci medalionów przedstawiające wizerunki wybitnych Polaków.  Białe ślady po nich widniały na elewacji zrujnowanego lamusa jeszcze w latach 80-tych XX w.. Pamiątkami po Glogerze udało się zainteresować białostocka prasę i radio, władze wojewódzkie i centralne oraz historyków-naukowców. Historię tej batalii opowiada sporządzony przez Matusiewicza album zdjęć i wycinków prasowych. Henryk Wilk pisał w artykule „Zaprzepaszczona szansa” ( Gazeta Współczesna –lata 80-te)  „… skandalem jest to, że wsławionego przez J.I . Kraszewskiego, Henryka Sienkiewicza i Elizę Orzeszkową lamusa Glogerów  ( o stosunkowo niewielkiej kubaturze, wielkości małej murowanej daczy) dotychczas nie tylko nie odbudowano, ale nawet nie zabezpieczono przed deszczem i butwieniem.”

Kiedy władze wydały już decyzję o remoncie lamusa i części zabudowań i znalazły się środki na ich adaptację na bibliotekę i ośrodek zdrowia-  rozpoczęły się strajki, powstała Solidarność i w obliczu innych, ważnych wydarzeń sprawa upadła. Dziś w Jeżewie nie widnieje nawet skromna tablica, która upamiętniałaby życie i dzieło Zygmunta Glogera.
 
Działalność Alicji i Czesława Matusiewiczów stanowi dziś godny naśladowania przykład obywatelskiej odpowiedzialności i troski o te wartości materialne i niematerialne, kulturowe i przyrodnicze, na których opiera się w długiej perspektywie przeszły i przyszły byt tykocińskiej społeczności.