
(Głos domu nr 6 )
Pamiętam, że biegnąc "po płotkach" w kierunku zachodnim wzdłuż r y n s z t o k a (chodnika z płyt ani polbruku nie było) dolatywało się do domu Nr 6, podobnego wyglądem i architekturą do innych domów z "pierzei północnej". Lecz choć dachem, ogródkiem i tysiącem rzeczy spokrewniony - ducha był innego, tajemniczego i zielonego za sprawą dzikiego wina, przez które wieczorem sączyło się seledynowe światło naftowej lampy z kloszem niezwykłego morskiego koloru. Nas, dzieci z Placu Czarnieckiego niezmiernie intrygowało utajone życie tego domu, który napawał nas niejakim lękiem...