14 Maja 2008

Festiwal Domu czyli o wiedzy tajemnej


Festiwal Domu  czyli o wiedzy tajemnej

 

    Jeden z moich znajomych zwrócił mi uwagę, że koncepcja Festiwalu Domu jest pomysłem dosyć ryzykownym, bowiem dosłownie dom to miejsce prywatne, zwykle niedostępne dla obcych. Upublicznianie więc tej przestrzeni intymnej, rodzinnej, opowieści o przodkach, pamiątek rodzinnych jest działaniem prowokacyjnym i może zostać odebrane jako ekshibicjonizm. Jest to bowiem swego rodzaju „wiedza tajemna”, do której dostęp mają nieliczni: krewni, przyjaciele i znajomi. Co więcej silnie ugruntowana opozycja między tym co publiczne i tym co prywatne sprzyja przekonaniu, że owe prywatne, intymne doświadczenia nie mają wartości dla ludzi „z zewnątrz”, którzy przecież podobnie przeżywając świat, mają swój dom i swoje opowieści, które nabierają znaczenia, stają się zrozumiałe, jasne i ważne dopiero w konkretnym kontekście rodziny. Tak więc o sekretach rodzinnych powinno się raczej rozmawiać na spotkaniu rodzinnym, podczas pierwszej komunii, ślubu czy pogrzebu niż na placu (dosłownie). Na placu czy na rynku w zakładach pracy i fabrykach poprawnie poruszajmy tematy związane z polityką i gospodarką. W domu możemy sobie „gadać” na zewnątrz zaś „rozmawiać”. Na podobnej zasadzie mężczyźni na placu „politykują” (rozmawiają o rzeczach ważnych i wzniosłych) a kobiety w domu „plotkują” (obgadują i plota androny czy jak niedawno wyraził się pewien Leszek „juziolą”).

Ale można na to spojrzeć inaczej i ten nowy punkt widzenia miał właśnie pokazać Festiwal Domu. Jest to pomysł dosyć karkołomny polega bowiem na dowartościowaniu owej „wiedzy tajemnej” wprowadzenia jej do sfery publicznego dyskursu. Jeśli bowiem przyjrzymy się bliżej naszemu kulturowemu czy osobistemu podziałowi na to co możemy przekazać, czy powiedzieć na zewnątrz a co nie, to uświadomimy sobie, że nasze rodzinne wspomnienia nie są wyizolowane ze świata społecznego czy historii. One opisują chyba najpełniej to co się dzieje/ działo w naszym miasteczku, pokazują to o czym nie można przeczytać w podręczniku, książce czy stronie www. Nasze historie to naprawdę wiedza tajemna, bo wypływająca z naszego doświadczenia. To jądro naszej tożsamości.

    Jest to problem uniwersalny: kto, i co „może” powiedzieć a co ważniejsze czyj głos jest traktowany w dyskursie publicznym poważnie a czyj jest deprecjonowany na różne sposoby. Nie jest więc oczywiste, że wystarczy mieć coś do powiedzenia by zostać usłyszanym, trzeba najpierw zostać uznanym za „godnego” do zabrania głosu. Warto się tylko zastanowić w czyich oczach mamy zdobyć to uznanie…

 

    Podobnie jak ludziom chcieliśmy podczas Festiwalu udzielić głosu starym tykocińskim domom. Chcieliśmy aby przemówiły same te istniejące i te, które zostały już tylko na zdjęciach i w naszej pamięci. Chcieliśmy je ożywić wprowadzając duch nowoczesności ale na sposób wrażliwy i delikatny. To domy duże i małe, pokoje, pokoiki, strychy, piwnice, „górki” i podwórka. To cały Tykocin dom dla nas, dla ludzi i dom dla zwierzą i roślin.

Józef Markiewicz