8 Marca 2020

Historia paszportu Chai Kurlander

https://www.radio.bialystok.pl/reportaz/index/id/179579

 

Przytaczamy  artykuł Joanny Sikory, zamieszczony na stronie PR Białystok , opowiadający o powstaniu audycji:

 

""Rosyjski paszport mojej babci przywiózł ją do Ameryki i był w pewnym sensie moim paszportem do Tykocina i Świata, który był kiedyś moją rodziną."


Czytam te słowa uważnie, kilka razy. Nie da się ich już zapomnieć. Jest w nich opowieść o wyprawie w nieznane, do lepszego świata, przetrwaniu i o niepewnym powrocie. Z fotografii na sąsiedniej ścianie spogląda na mnie zmęczona i nieszczęśliwa kobieta. Smutny widok. Jest i podpis - to Lora Kurlander. Jeszcze nie wiem, co się z nią stało. Nie znam też autora tego zdania.


Jestem w zabytkowym domu przy Placu Czarnieckiego 10 w Tykocinie. Wędruję wzrokiem po pokoju, który bardziej niż zwykłe mieszkanie przypomina teraz domowe muzeum. Właściciele przez wiele miesięcy tworzyli w nim wystawę "133 opowieści". Nastawiam ucho na szemrzące wokół mnie historie. Codzienność miesza się w nich z przeszłością. A fotografia i paszport są tylko częścią większej opowieści o historii Tykocina. Historii ludzi. To oni kryją się za przedmiotami.


I tak na przykład Jawke Płońskiego przypomina radio. Jego rodzina produkowała lemoniadę, byli zamożnymi ludźmi. To on we wrześniu 1939 roku wystawił na balkon czerwonego domu przy placu odbiornik. Tak mieszkańcy Tykocina dowiedzieli się o wybuchu wojny.


Swoją historię ma też zdjęcie, które wcześniej przykuło moją uwagę. Skąd smutek na twarzy starszej kobiety, opowie mi jej prawnuk, Alan Duben. Pewnie nigdy by się to nie wydarzyło, gdyby nie zrządzenie losu, które sprawiło, że przyjechał do miasteczka. Przez przypadek trafił również do domu przy Placu Czarnieckiego. Pochodzi z USA, a na co dzień, jako antropolog, bada losy rodzin w Turcji. Tymczasem otwierając nieznany rozdział rodzinnej historii, stał się częścią wystawy i wpisał się w opowieść o Tykocinie.
Wszystko zaczęło się od rosyjskiego paszportu babci, który znalazł, porządkując rzeczy po śmierci matki. Pojawiły się pytania, na które nikt z rodziny nie znał odpowiedzi. Postanowił, że pora rozpocząć poszukiwania. Tak trafił do Tykocina, do którego wciąż wraca. Wrodzona ciekawość kazała mu także pójść o krok dalej. Szuka odpowiedzi na pytanie: jak chcemy pamiętać o przeszłości?


Chętnie dzieli się swoimi przemyśleniami. Tak też jest podczas jednej z wizyt, w ciepłe wrześniowe popołudnie. Zza okna dobiega szum cichnącego miasteczka. Ostatni turyści przemierzają plac w kierunku kościoła. Siadamy przy okrągłym stole i Alan Duben powoli snuje opowieść o losach rodziny Kurlanderów. Z rozmowy wytrącają nas głosy zza ściany. To kolejni turyści chcący poznać dzieje domu i wspomnienia, które skrywa. Tak kończymy nagrania.


Mimo kilkudziesięciu minut spędzonych w pełnym skupieniu i późnej pory, mój rozmówca energicznie podnosi się zza stołu. Do pokoju wchodzi malutka grupa gości zza granicy, a on ze spokojem, jakby tylko czekał na kolejnych słuchaczy, rozpoczyna na nowo opowieść. Teraz to oni wkraczają w świat pamiątek, losów ich właścicieli i w świat Alana. Ja już znam tę historię, oni dopiero się nią zachwycą."